Moi mili odwiedzacze :)

niedziela, 3 kwietnia 2016

Wiosenne przesilenie

   "Nic mi się nie chce, seks mnie nie łechce" jak mawiał klasyk starożytnych górali. Mogłabym powiedzieć, że mam jakieś wiosenne osłabienie, gdyby nie fakt, że trawa już gdzieś od jesieni :/ Zaczynam być zła sama na siebie, że jakaś jestem rozmemłana, z niczym się nie wyrabiam, a jednocześnie, patrząc prawdzie w oczy, to robię wielkie gie.
   Najlepiej byłoby zasadzić sobie kopa do jakiegoś zaplanowanego działania, przestać rozmieniać się na drobne, tylko nie bardzo taki półobrót zrobię, żeby wspomnianego kopa sobie zasadzić. Na dodatek, gdy sobie mówię do lusterka "Gośka, jesteś kupę lenia a resztę dziada", to odpowiadam sama sobie "no właśnie" i dalej pozwalam resztkom przemijającej świetności marnieć.
   Bardzo proszę - niech ktoś mnie dobrze opierniczy, zawstydzi albo co, bo ukiszę się we własnym sosie bylejakości.
     Zrobiłam już jakiś czas temu 2 chusty które dopiero dzisiaj wstawiam.  Właśnie, jakiś czas temu :/ ze 2-3 lata temu to bym się chwaliła natychmiast :/ Echhhh, jestem beznadziejna :/
   Tą dopiero dzisiaj podblokowałam, za to OD  RAZU zrobiłam zdjęcia i wrzucam :



Kolory rzeczywiste bardziej jak na 1 zdjęciu, tradycyjne prezentuję zero umiejętności fotograficznych.
 Druga chusta bardzo prosta, w rozmiarze kids, dla kilkuletniej damy. Zrobiona co najmniej miesiąc temu :



wtorek, 12 stycznia 2016

Jaka zima, taki szaliczek

     Obawiam się, że mogę wywołać wilka z lasu i śniego-mrozy nadejdą. Ale póki co, zima jest dokładnie taka, jaką lubię - bez tego białobrudno-maziastośliskiego pod nogami z całkiem przyzwoitym słupkiem lekko ponad zero. Utoczyłam więc adekwatny  szaliczek z cienkiego akrylu. To jeszcze z zapasów, jaki dostałam w ramach testowych motków. Ten akurat to Red Heart Margareta 50g/257m  i jak ulał starczyło na ten wyrób. Całkiem przyjemna w dzierganiu włóczka, ładnie chodzi po drutach i wygląda jak cienka wełenka. Jest miękka i miła w dotyku. Kto nie toleruje wełny, może ją zastąpić tym akrylem, zdecydowanie polecam. 
  A szaliczek wygląda tak :

   Myślę że sprawdzi się teraz, gdy temperatura dodatnia. Ewentualnie poczeka  grzecznie na przedwiośnie.
   Aktualnie zarzuciłam na druty sweter. Ma to być czarny zwyklak, gładki, rękawy z lekkim kimonem i większym dekoltem. Dziubdziam więc sobie na okrągło od dołu dość bezmyślnie skoro bez wzoru i zerkam na film. 
   Ostatnio mniej dziergam, mniej się angażuję w bloga, bo serce skrada mi każdego dnia mój ukochany półroczny już wnuczuś. Dla niego jestem gotowa w każdej chwili wszystko rzucić i często-gęsto tak właśnie jest. Uwielbiam szkraba nad życie :)

niedziela, 27 grudnia 2015

Jeden sweter i dwa podszyjniki

   Trzy rzeczy mam do pokazania z kategorii "zwyklaki".  Na początek sweter - ciepły jak piec, więc pewnie służyć będzie w największe mrozy o ile takowe będą w tym sezonie. Melanż popielato- czarny, bo z połączenia takich dwóch włóczek  zrobiony :

Zwyklak nr 2 - komin z wełenki lekko cieniowanej.  Zawijany na dwa, ażurkowaty, lekki i cienki - w sam raz na teraz, kiedy niby zimno, a plusowe temperatury termometr pokazuje. Zamierzam nim uszczęśliwić pewną osobę, która lubi takie malinowato-różowawe czerwienie.


I ostatni zwyklak - szalik dla córki. Powstał z połączenia trzech kolorów pojedynczych motków dość grubych włóczek. Tak o zrobiłam, żeby je zutylizować i wyszedł całkiem fajny, lejący, wielkooki zawijak. Tyle co skończyłam, Zdjęcie nie oddaje rzeczywistych kolorów, które razem dają miły dla oka efekt - są tam dwa odcienie morskich turkusów i seledynowato-zielony. Spróbuję jutro w dziennym świetle zrobić lepsze zdjęcie. Jeśli wyjdzie jako-tako, to dołączę.

wtorek, 20 października 2015

Szal

  No i "już" jest szal o którym wspomniałam w poprzednim wpisie. Robił się rekordowo długo ale nie będę się powtarzać na ten temat.
  Wykonany z ok. 20 dkg przyjemnej i miękkiej mieszanki z dużym udziałem wełny. Niestety banderolki albo gdzieś się zapodziały, albo niechcący wyrzuciłam i nie powiem dokładnie z czego to. Pamiętam jedynie, że produkcji niemieckiej i że 75% wełny. Kolor - bardzo ładny, stłumiony niebieski dżins.

wtorek, 13 października 2015

Kolorem w szyję

   Tak to jest obiecać poprawę w zajmowaniu się blogiem i zamilknąć na 2 miesiące :/ Niem mam nic na swoje usprawiedliwienie, poza upałami w lecie, i  malutkim wnuczusiem w domu, który absorbuje czas i daje mnóstwo radości. No i chyba to już tradycja, że w okresie letnim jakoś tak mniej chce mi się dziubać na drutach. Liczę, że jesienno-zimowe  długie wieczory sprawią, że będę miała coś więcej do pokazania.
  Na dobry początek cieplutko-milutki opatulacz kominowy na szyję. Taki miks kolorystyczny chyba dobrze ożywi czarne i inne ciemne kurtki i płaszcze mojej młodszej, własnoręcznie urodzonej córki.

  Wczoraj dokończyłam wreszcie dawno temu zaczęty szal w kolorze niebieskiego dżinsu, który za kilka dni pokażę (bo pewnie tyle potrwa, nim się w sobie zbiorę i zblokuję). Przerobiłam też "oczka węgielne" pod czarny sweter, ale na razie nie ma co pokazać. Z resztą - ile razy zaprezentuję coś w trakcie dziergania, to potem się nie składa i odwleka w czasie, więc nie będę zapeszać.

wtorek, 7 lipca 2015

Dekolt rządzi :)

   Mam nadzieję, że sweterek spełni oczekiwania. Taki właśnie miał być - maksymalnie prosty z rzucającym się w oczy pękniętym dekoltem.
Po otrzymaniu motków nie ukrywam, że na mojej twarzy pojawił się grymas taki :/ bo miałam          Angorę Alize Special w kolorze ekri połączyć w melanż z beżowym Cashmere Gold. Te dwie totalnie różniące się i wizualnie i dotykowo włóczki dały zaskakująco dobre i ładne połączenie, tworząc melanż coś jakby tofi. A efekt końcowy prezentuje się tak :
  Na koniec nie odpuszczę możliwością pochwalenia się, że od 1 lipca zostałam świeżo upieczoną babcią. Jestem niesamowicie tym faktem podekscytowana i oczywiście nie muszę dodawać, że mój wnusio jest najpiękniejszym, najsłodszym i najbardziej kochanym facetem na świecie :) Jeśli dostanę zgodę rodziców na pokazanie zdjęcia, to z przyjemnością się pochwalę i dam dowód na to, że mówię prawdę :)

sobota, 27 czerwca 2015

"W moim ogródeczku"

   Właściwie to nie w moim, bo to własność wspólna przed blokiem, ale jako że razem z sąsiadką go obrabiamy, to chyba taki tytuł  mogę strzelić. Właśnie wczoraj świeżo wyplewione "hektary" tak mi się z okna prezentują :
Niecałe dwa miesiące temu (dokładnie 1 maja) było tak :
Na szczęście te paskudne bezmuszlowe ślimaki wyniosły się. Jesienią zlikwidowałyśmy 2  potężne gniazda - było nie przesadzając setki  jaj, więc to chyba też przyniosło efekt. Za to bezczelnie rozrabiają w ogródku kosy ( bo takie czarnawe z pomarańczowymi dziobkami to chyba kosy?) Ćwiergolą od rana, ucztują na ogródkowych robakach(to akurat zdaje się, że dobrze) ale korzystając z gościnności mogłyby nie rozwalać nam kory we wrzosach. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam - wielkie kawały kory dziobami rozrzucały pół metra - metr od siebie, grzebiąc za jedzonkiem. Codziennie trzeba sprzątać ścieżkę po nich.

   Robótkowo sytuacja ma się tak, że szal zaczęty tak dawno temu, że już nie pamiętam kiedy, leży nie dokończony i czeka aż wróci mi serce do niego. Wiele nie zostało, może ze 30-40 cm, ale jakoś ciężko mi się zmobilizować.
  Aktualnie podjęłam się zrobienia sweterka który tyle co zaczęłam, Napiszę o nim jak skończę, na razie tylko - ot, taki dowód, że jednak coś tam drutami przebieram :